Okiem dermatologa
Fascynuje mnie człowiek
Okiem dermatologa
Fascynuje mnie człowiek
Od dziecka wiedziała, że będzie lekarzem. Nawet po maturze, w temacie studiów interesowała ją wyłącznie medycyna. Doktor Kamila Stachura, dermatolog i lekarz medycyny estetycznej tę pewność przekuła na zawód i pasję. Jak mówi, zawsze interesował ją człowiek, to jak działa i w jaki sposób można go naprawić. To było i nadal jest dla niej rzeczą fascynującą.

Pani Doktor, dlaczego akurat wybrała Pani dermatologię i medycynę estetyczną?
W związku z tym, że jestem detalistką i perfekcjonistką, dermatologia jest dla mnie idealną dziedziną, ponieważ wymaga szczegółowego podejścia do pacjenta. Choroby dermatologiczne mogą klinicznie różnić się od siebie bardzo nieznacznie, a leczenie może być zupełnie różne. Jest to dziedzina, która wymaga wnikliwości, szczegółowego podejścia i dużej dokładności. I to jest coś, co bardzo mi odpowiada, gdyż idzie to w parze z moimi cechami charakteru. Na początku drogi zawodowej, kiedy zostałam dermatologiem, nie było medycyny estetycznej. Po kilku latach zaczęła się pojawiać, a ponieważ jest to dziedzina ściśle związana z dermatologią, było sprawą oczywistą, że zaczęliśmy jako dermatolodzy rozważać działania w zakresie medycyny estetycznej. Mnie interesowała ona ze względu na to, że było to coś nowego, co dawało możliwości rozwoju również w dermatologii zabiegowej. Fascynowało mnie i nadal fascynuje połączenie dermatologii klasycznej, dermatologii klinicznej i medycyny estetycznej. Najchętniej działam w obrębie tych trzech dziedzin.
Traktuje Pani swoją pracę jak pasję? W zawodzie lekarza to bardzo pomaga.
Moja praca jest moim hobby. Bardzo ważny jest pacjent, traktuje go w sposób partnerski. Zawsze powtarzam, że w naszej klinice pacjent jest gwiazdą, a nie my. Tylko z takim podejściem uzyskamy najlepsze efekty. Bardzo istotne jest myślenie o pacjencie, nie tylko „tu i teraz”, ale długofalowo. Budowanie relacji, myślenie o jego wyglądzie i dobrostanie w perspektywie kilku najbliższych lat.
Czy to jest trudny zawód?i tak i nie. To zależy kto i co uważa za trud. Na pewno nie wyobrażam sobie wykonywania zawodu, w którym nie trzeba się uczyć. Dla mnie nauka jest przyjemnością. Poznawanie nowych rzeczy jest przyjemnością. Śledzenie postępów w medycynie jest fascynujące, kiedy widząc na przestrzeni ponad 20 lat mojej praktyki zawodowej, jakie rzeczy potrafimy robić, a o jakich marzyliśmy. To coś niesamowitego.
Co Pani daje największą satysfakcję?
Kiedy widzę jak moje pacjentki i pacjenci przychodzą do mnie po wielu latach i wyglądają pięknie i naturalnie. Widok wymiernych efektów mojej pracy jest dla mnie największą nagrodą. Swoich pacjentów dzielę na grupy. Jest grupa osób bardzo młodych, nastoletnich lub 20-letnich, które przychodzą do mnie z problemem trądziku czy blizn potrądzikowych i podczas pierwszej wizyty najchętniej by się schowali, nie chcą, by ktokolwiek na nich patrzył. Wstydzą się tego jak wyglądają. Na przestrzeni kilku miesięcy leczenia, widzę poprawę, widzę, jak ci młodzi ludzie się rozwijają, jak dostają skrzydeł, odzyskują pewność siebie. To są rzeczy, które dają mi największe zadowolenie.
Kim są Pani pacjenci i jakie ma Pani do nich podejście?
Tak jak wspomniałam, są to różne grupy osób. Mam pacjentów dermatologicznych i tych, którzy pragną poprawić bądź utrzymać dobry wygląd, kondycję skóry. Moje relacje z pacjentami opierają się na wzajemnym zrozumieniu, współpracy w osiąganiu wspólnego celu. To daje najlepsze efekty. Relacje powinny polegać również na pomocy w budowaniu świadomości. Pełnię rolę edukatora. Pacjenci wiedzą, z czego wynikają pewne kwestie, dlaczego zalecam im to, a nie co innego.
Czy pamięta Pani swój pierwszy zabieg z medycyny estetycznej?
Jak każdy młody lekarz rozpoczynający przygodę z medycyną estetyczną, uczyłam się na swoich bliskich (śmiech). W moim przypadku była to moja mama. Zrobiłam jej botoks. Po powrocie z kursu byłam przekonana, że jest to absolutnie prosty zabieg i każdy sobie z nim poradzi. Wykonałam więc ten zabieg według wskazówek, które zdobyłam podczas kursu i efekt był taki, że moja mama przez dwa miesiące chodziła wiecznie zdziwiona i miała brwi „pod sufit” (śmiech). Wtedy ten efekt otwartego oka była popularny… chociaż może nie aż tak (śmiech). Nie wiedziałam wtedy jak to naprawić. Musiałyśmy poczekać, aż toksyna botulinowa przestanie działać. Na kolejnych już kursach dowiedziałam się, jak można w prosty sposób skorygować ten niepożądany efekt. Faktycznie jest to zabieg, który, wbrew pozorom, wymaga sporej wiedzy i doświadczenia.
A jakie zabiegi szczególnie lubi Pani wykonywać?
Lubię takie, które dają widoczne, spektakularne efekty, np. wolumetria twarzy. Bardzo lubię modelować usta. Do tej grupy należą także zabiegi laserowe. Nie przepadam za to z zabiegami, które są żmudne, długie i jednostajne.
Stworzyła Pani własną klinikę. Jaka ona miała być i jak dobiera Pani współpracowników?
Klinika miała być i nadal będzie miejscem rozwoju dla osób ją tworzących, czyli dla wszystkich pracowników, a dla pacjentów miejscem, gdzie znajdą „usługi” na najwyższym poziomie oraz bardzo doświadczonych lekarzy. W klinice stawiam na dermatologów, chirurgów, ginekologów, kosmetologów, czyli osoby z bardzo dobrymi kwalifikacjami, którzy oprócz tego cały czas się szkolą w konkretnych tematach. Od mojego zespołu wymagam tego samego czego od siebie, czyli uczciwości, lojalności i zaangażowania.
A co by Pani przekazała początkującym lekarzom?
Będąc na szóstym roku studiów, na zajęciach z interny bardzo dobra i doświadczona lekarka, powiedziała nam, że dopiero za 10 lat będziemy wiedzieli, na czym polega ten zawód. Wtedy byłam tymi słowami oburzona. No bo przecież po studiach będę już lekarzem. Tymczasem po ponad 20 latach pracy wiem, że przede mną jeszcze ogrom wiedzy i doświadczeń do zdobycia. Ale najważniejsza jest świadomość, że bycie lekarzem to nie tylko zawód, ale część naszego DNA.
Dziękuję za rozmowę.




